Facebook Instagram YouTube Wydawnictwo Dehon

Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego

Prowincja Polska

  • Home
  • Cel projektu
  • O nas
  • Założyciel
  • Prawa autorskie i udostępnianie
  • Kontakt

Wyszukaj

Anuluj
  1. Strona główna
  2. Msza dziękczynna za beatyfikację bł. Marcina Capellego SCJ – homilia
ks. dr Carlos Luis Suárez Codorniú SCJ

Msza dziękczynna za beatyfikację bł. Marcina Capellego SCJ – homilia

paź 3, 2026

Ks. Carlos Luis Suárez Codorniú SCJ, przełożony generalny

Msza dziękczynna za beatyfikację bł. Marcina Capellego SCJ – homilia

Bologna, Parrocchia di Santa Maria del Suffragio Bologna, 28 września 2026 r.

 

Tłumaczenie na język polski:

 

Drodzy Współbracia, członkowie Rodziny Dehoniańskiej, droga wspólnoto parafii Santa Maria del Suffragio:

Przeżyliśmy dni bogate w głębokie duchowe doświadczenia. Od minionej soboty aż do dzisiaj świętowaliśmy prawdziwe triduum. Były to bowiem dni, w których – prowadzeni za rękę przez księży Ubalda, Elię i Marcina – zbliżyliśmy się nieco bardziej do wielkanocnego misterium Pana: do Jego męki, śmierci i zmartwychwstania.

Sobotnie czuwanie, niedzielna beatyfikacja i dzisiejsza pielgrzymka tworzą jedną, spójną całość. Mówią nam one o ludziach autentycznie chrześcijańskich, ukształtowanych w szkole Serca Chrystusa. O ludziach radykalnie pociągniętych przez Ewangelię, przez powołanie otrzymane w Kościele oraz przez miłość do tych, którzy są wśród nas najsłabsi i najmniejsi.

Na swojej drodze – a zwłaszcza w obliczu „wielkich zmagań i cierpień” (Hbr 10,32) – ci nowi błogosławieni starali się wypełniać wolę Bożą z prostotą i wielkodusznością. Na Monte Sole odnaleźli ją w sposób ostateczny. Tam, pośród prostych, pracowitych ludzi, dręczonych nienasyconą przemocą, jaką mogą wywołać jedynie bożki, wola Boża ukazała im się niczym otwarta gleba oczekująca na ziarno (por. J 12,24-26). Ubaldo, Elia i Marcin przyjęli wezwanie, by stać się tym ziarnem.

Żaden z nich nie uległ nienawiści ani obojętności. Przeciwnie: zostali zdobyci przez Bożą wierność i współczucie. Swoją obecnością i troską o każdego człowieka starali się budować mosty między brzegami, które coraz bardziej się od siebie oddalały.

Elia i Marcin doskonale zdawali sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmowali. Tak, wiedzieli o tym. A jednak jeszcze bardziej byli świadomi tego, co oznaczały ich profesja zakonna i otrzymana posługa kapłańska: „Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa” (J 12,26).

Dlatego właśnie przybyli na Monte Sole: ponieważ szli za Panem, a nie za samymi sobą. Dlatego Kościół publicznie uznał, że obaj odkryli prawdziwe błogosławieństwo: spotkanie z Jezusem, rozpoznanie Go i zgodę na bycie z Nim: „Byłem na Monte Sole, a wy mnie odwiedziliście!”.

W ten sposób błogosławiony Marcin staje się wzorem ucznia. Jednocześnie wzywa nas do głębszego zgłębiania wspólnego charyzmatu, abyśmy mogli ściślej naśladować Pana i pozwolić Mu się prowadzić: „Z wszystkimi naszymi braćmi chrześcijanami zostaliśmy wezwani do pójścia w ślady Chrystusa, aby osiągną świętość (por. 1 Tes 4,7)” (Konstytucje SCJ, 13).

W tym czasie jubileuszu, jako rodzina dehoniańska, dostrzegamy w beatyfikacji Marcina dar z Wysoka i dar Kościoła. To dar, który zachęca nas, byśmy w naszej drodze i misji nieustannie kierowali się śladami Pana, a nie własnymi – zwłaszcza gdy osobiste interesy czy egoizm oddalają nas od komunii, od braterstwa i od tych, którym powinniśmy być najbliżsi.

W osiągnięciu tego celu, z pomocą przychodzi nam Marcin. Ukazuje on znaczenie starannie pielęgnowanego życia wewnętrznego: modlitwy, towarzyszenia duchowego, troski o charyzmat, miłości do Matki Bożej... Co więcej, jako prawdziwy syn czcigodnego Ojca Leona Jana Dehona, uczy nas wrażliwości na to, co dzieje się w społeczeństwie i w świecie. Uczy, by nie krytykować „z zewnątrz”, lecz angażować się „od wewnątrz” – nawet za cenę ubrudzenia sobie rąk – jako wynagrodziciele ukształtowani przez kontemplację życia Jezusa.

W ten właśnie sposób Marcin uczył się rozumieć i interpretować wydarzenia swoich czasów. Nie dał się uwieść ideologiom ani złudzeniom tamtej epoki, które głosiły nierealny „nowy ład”, budowany przez „nowego człowieka”, ukształtowanego w duchu wykluczenia i pogardy.

Perspektywa Marcina była inna. Jego dążeniem było królestwo Boże: królestwo miłości i życia. Królestwo, o którego nadejście nieustannie prosił – „Przyjdź królestwo Twoje” – królestwo sprawiedliwości i pokoju. Pokoju!

W tym kontekście możemy sobie wyobrazić, z jakim wzruszeniem w jego sercu musiało wybrzmieć słynne orędzie radiowe papieża Piusa XII z 1939 roku – wygłoszone zaledwie kilka dni przed napaścią na Polskę, będącą nieuchronnym wstępem do nowej wojny światowej: „To dzięki sile rozumu, a nie sile oręża, zwycięża sprawiedliwość. A imperia niebudowane na sprawiedliwości nie cieszą się Bożym błogosławieństwem. Polityka oderwana od moralności zdradza tych właśnie ludzi, którzy takiego rozdziału pragną. Niebezpieczeństwo jest realne, lecz wciąż jest czas. W pokoju nic nie zostaje utracone. W wojnie wszystko może zostać zaprzepaszczone. Niech ludzie powrócą do wzajemnego zrozumienia. Niech wznowią negocjacje. Prowadząc rozmowy w duchu dobrej woli i z poszanowaniem wzajemnych praw, odkryją, że honorowy sukces jest zawsze możliwy do osiągnięcia dzięki szczerym i konstruktywnym negocjacjom”.

Jakże aktualnie brzmią dziś te słowa. Minęło niemal dziewięćdziesiąt lat, a w głosie obecnego papieża i jego poprzedników dostrzegamy to samo wezwanie.

W postawie Marcina odnajdujemy wrażliwość społeczną, która tak głęboko naznaczyła życie naszego Założyciela, zawsze uważnego na wskazania papieży w tej kwestii. Zaledwie dwa lata przed śmiercią nasz błogosławiony dostrzegł w różnych przemówieniach i pismach Piusa XII „ojcowską troskę Namiestnika Chrystusa skierowaną nie tyle czy przede wszystkim na ubolewanie nad nieładem, niesprawiedliwością i błędami świata minionego, co nade wszystko na zapewnienie, by nowy porządek jutra czerpał inspirację i zasady z nauki zakorzenionej w Ewangelii”.

Czerpiąc ze słuchania Słowa, z Eucharystii, słuchając głosu Kościoła, ojca Dehona i jego duchowości, a także wsłuchując się w wołanie najbardziej zepchniętych na margines, Marcin kroczył drogą odkrywania. Podążał nie tylko ku Monte Sole – co stanowiło kluczowy etap tej drogi – lecz ku samemu Sercu Boga.

Niech wstawia się za nami, abyśmy i my pewnego dnia mogli bez końca wyśpiewywać zwycięstwo Baranka, który wciąż staje się dla nas chlebem w naszej wędrówce.

(Tłumaczenie: ks. Leszek Poleszak SCJ)

 


Oryginał w języku włoskim:

 

Cari confratelli, membri della Famiglia Dehoniana, cara comunità del Suffragio:

Abbiamo vissuto giorni intensi. Da sabato scorso a oggi abbiamo celebrato un vero e proprio triduo. Si è trattato, infatti, di giornate in cui, guidati per mano da don Ubaldo, don Elia e padre Martino, ci siamo accostati un po' più da vicino alla Pasqua del Signore: alla sua passione, morte e risurrezione.

La veglia del sabato, la beatificazione della domenica e il pellegrinaggio compiuto oggi costituiscono un insieme unico. Ci parlano di uomini autenticamente cristiani, configurati alla scuola del Cuore di Cristo. Uomini radicalmente sedotti dal Vangelo, dalla vocazione ricevuta nella Chiesa e dall’amore verso i più fragili e i più piccoli.

Lungo il cammino, e soprattutto «nella lotta grande e dolorosa» (Eb 10,32), questi nuovi beati hanno cercato di vivere, con semplicità e generosità, la volontà di Dio. A Monte Sole l'hanno trovata in modo definitivo. Lì, in mezzo a gente semplice e laboriosa, tormentata dalla violenza insaziabile che solo gli idoli sanno suscitare, la volontà di Dio si è presentata davanti a loro come la terra aperta che attende il seme (Gv 12,24-26). Ubaldo, Elia e Martino hanno accettato di essere seme.

Nessuno di loro è stato sconfitto dall'odio né dall'indifferenza. Al contrario: sono stati conquistati dalla fedeltà e dalla compassione di Dio. Con la loro presenza e la loro attenzione verso tutti, hanno cercato di ricostruire ponti tra sponde sempre più distanti.

Elia e Martino erano ben consapevoli dei rischi che correvano. Sì, lo sapevano. Eppure, erano ancora più consapevoli di ciò che implicava la professione religiosa e il ministero sacerdotale ricevuto: «Se uno mi vuole servire, mi segua, e dove sono io, là sarà anche il mio servitore» (Gv 12,26).

Per questo sono giunti a Monte Sole: perché stavano seguendo il Signore, e non se stessi. Per questo, la Chiesa ha riconosciuto pubblicamente che entrambi hanno scoperto la vera beatitudine: incontrare Gesù, riconoscerlo e accettare di stare con lui: «Ero a Monte Sole, e mi avete visitato!».

In questo modo, il Beato Martino è un modello di discepolo. Ma è anche una provocazione ad addentrarci maggiormente nel carisma che condividiamo, per seguire più da vicino il Signore e lasciarci condurre da lui:

Con tutti i nostri fratelli cristiani, siamo attirati a mettere i nostri passi nei passi di Cristo, per giungere alla santità (cf. 1 Ts 4,7).

In questo tempo di giubileo, come famiglia dehoniana, riconosciamo nella beatificazione di Martino un dono dall'Alto e della Chiesa. Un dono che ci stimola a continuare a incentrare il nostro cammino e la nostra missione sui passi del Signore, non sui nostri. Meno che mai quando gli interessi personali o gli egoismi ci allontanano dalla comunione, dalla fraternità e da coloro ai quali dovremmo essere più vicini.

A tal fine, Martino ci viene in aiuto. Ci indica l'importanza di una vita interiore gelosamente custodita: la preghiera, l'accompagnamento spirituale, la custodia del carisma, l'amore alla Madonna… Da buon figlio del Venerabile Padre Dehon, inoltre, ci insegna l'attenzione a quanto accade nella società e nel mondo. E non per criticarlo dall'esterno, ma per sporcarci le mani dall'interno, come riparatori formati nella contemplazione della vita di Gesù.

È stato così che Martino ha imparato a comprendere e interpretare gli eventi del suo tempo. Non si è lasciato affascinare dalle ideologie né dai miraggi dell'epoca, che proponevano un impossibile «ordine nuovo» costruito da un «uomo nuovo» forgiato nell'esclusione e nel disprezzo.

La prospettiva di Martino era un'altra. La sua era la causa del Regno di Dio: quella della carità e della vita. Il Regno che ha invocato in ogni momento: «Venga il tuo Regno», quello della giustizia e della pace. La pace!

A questo proposito, possiamo immaginare con quanta emozione abbia risuonato nel suo cuore il noto radiomessaggio di Papa Pio XII del 1939, a pochi giorni dall’invasione della Polonia, imminente anticamera di una nuova guerra mondiale:

È con la forza della ragione, non con quella delle armi, che la Giustizia si fa strada. E gl’imperi non fondati sulla Giustizia non sono benedetti da Dio. La politica emancipata dalla morale tradisce quelli stessi che così la vogliono. È il pericolo, ma è ancora tempo. Nulla è perduto con la pace. Tutto può esserlo con la guerra. Ritornino gli uomini a comprendersi. Riprendano a trattare. Trattando con buona volontà e con rispetto dei reciproci diritti si accorgeranno che ai sinceri e fattivi negoziati non è mai precluso un onorevole successo.

Come risuonano attuali, oggi, queste medesime parole. Sono passati quasi novant'anni e riconosciamo lo stesso appello nella voce del Papa e in quella dei suoi predecessori.

In Martino riconosciamo la sensibilità sociale che tanto ha segnato la vita del nostro fondatore, sempre attento agli orientamenti dei Pontefici in materia. Appena due anni prima della sua morte, il nostro beato percepiva nei diversi interventi e scritti di Pio XII «l’ansia paterna del Vicario di Cristo, rivolta non solo e non tanto a deprecare i disordini, le ingiustizie, le colpe del mondo di ieri, ma soprattutto a far sì che l’ordine nuovo di domani abbia ad attingere ispirazioni e norme dalla dottrina che ha per base il Vangelo».

Nell'ascolto della Parola, nell'Eucaristia, nella voce della Chiesa, in Padre Dehon e nella sua spiritualità, così come nel grido dei più emarginati, Martino ha camminato scoprendo la via da seguire. Non solo verso Monte Sole – tappa indispensabile –, ma verso il cuore stesso di Dio.

Che egli interceda per noi, affinché un giorno anche noi possiamo cantare senza fine la vittoria dell’Agnello, che continua a farsi pane sul nostro cammino.

O autorze

ks. dr Carlos Luis Suárez Codorniú SCJ

sercanin, ur. w 1965 r. na Wyspach Kanaryjskich (Hiszpania), wstąpił Zgromadzenia w 1984 r., a w 1990 r. przyjął święcenia kapłańskie.
Studiował filozofię i teologię w Salamance (Hiszpania) i Caracas (Wenezuela). Uzyskał licencjat z nauk biblijnych w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie oraz doktorat na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Od 2018 r. przełożony generalnym Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Pana Jezusowego.

ad-1
ad-2

Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego (Księża Sercanie)
Sercańskie Centrum Duchowości

02-531 Warszawa, ul. Łowicka 46

+48 22 849 43 51

duchowosc@scj.pl

https://duchowosc.scj.pl/

Facebook Instagram YouTube Wydawnictwo Dehon

Zobacz

  • Sercanie w Polsce
  • Sercanie w świecie

Periodyki naukowe SCJ

  • Periodyk naukowy "Sympozjum"
  • DehonDOCS Originals
  • DehonDOCS International
  • Czasopismo Dehoniana (DehonianaDocs)
  • Studia Dehoniana i Studia Varia

Strony z publikacjami sercanów

  • Ks. Zdzisław Huber SCJ (DehonWiki)
  • Ks. Leszek Poleszak SCJ

© Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego (Księża Sercanie)