Życie zakonne jako szczególny dar służący świadczeniu o prymacie Królestwa (Reguła życia, 13)
Źródło: Religious life as a particular gift to bear witness to the supremacy of the Kingdom (Cst. 13)
Tłumaczenie: ks. Jakub Bieszczad SCJ
Publikacja za zgodą autorów.
Życie zakonne jako szczególny dar służący świadczeniu o prymacie Królestwa (Reguła życia, 13)
Z wszystkimi naszymi braćmi chrześcijanami zostaliśmy wezwani do pójścia w ślady Chrystusa, aby osiągnąć świętość (por. 1 Tes 4,7).
Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami (1 P 2,21).
Nasze bowiem powołanie zakonne, zakorzenione w chrzcie i bierzmowaniu, jest szczególnym darem dla oddania chwały Bogu i świadectwa o prymacie Królestwa.
XV Kapituła Generalna potwierdziła, że nasze życie zakonne opiera się na życiu teologalnym, rozumianym jako relacja z Bogiem. Wyraźne odniesienie do inicjacji sakramentalnej pokazuje nam, jak bardzo każdy sercanin jest częścią zjednoczonej duchowej wspólnoty. Dzięki łasce chrztu i współpracy z Duchem Świętym w bierzmowaniu każdy sercanin jest powołany do podążania śladami Chrystusa, odkrywając swoje szczególne powołanie w świecie. Nasze powołanie ma swoje korzenie w świętości, rozumianej jako ideał, do którego należy dążyć w kontekście sercańskiego doświadczenia wiary.
Zrozumienie pojęcia świętości może wydawać się dla wielu tematem oczywistym i banalnym. Należy jednak mieć na uwadze, że kontekst, w jakim omawiane jest to zagadnienie, może czasami prowadzić do znaczących zmian w jego interpretacji. Równie ważne jest, by pamiętać, że świętość jest celem, do którego dochodzi się poprzez małe, ale znaczące kroki, na wzór Chrystusa. Właśnie w tym dążeniu odnajdujemy świętość w stylu sercańskim, rozumianą jako odpowiedź wynagradzającą, zdolną do zjednoczenia w budowaniu Królestwa Najświętszego Serca w sercach i w społeczeństwach, tak jak zinterpretował to ks. Albert Bourgeois SCJ.
W rzeczywistości przyłączamy się do wspólnoty z zamiarem realizacji bardziej ogólnego powołania, które ma swoje korzenie w piątym rozdziale Konstytucji dogmatycznej o Kościele, Lumen gentium. Świętość nie jest już wyłącznym przywilejem wąskiej grupy, ale w coraz większym stopniu staje się częścią naszego codziennego życia. Ten dar należy zatem postrzegać w perspektywie chrystologicznej, która przedstawia królestwo Jezusa jako rzeczywistość rozkwitającą dzięki naszej współpracy z Jego łaską. Wszyscy jesteśmy powołani, by stać się prorokami miłości i sługami pojednania, posłanymi przez Mistrza do ludzi. Nasza osobista świętość nie jest jedynie ornamentem, ale sposobem, w jaki w pełni realizujemy powołanie do bycia uczniami.
Pomaga nam to zrozumieć, jak ważny jest nasz wkład i jak bardzo jesteśmy zobowiązani do rozwijania tego Królestwa, zwłaszcza w naszych sercach. Nasz charyzmat sercański to nie tylko projekt, który należy szerzyć, ale sposób życia, który ja sam muszę realizować z zaangażowaniem i oddaniem. Ojciec Dehon prosił nas bowiem nie tylko o propagowanie nabożeństwa do Najświętszego Serca, ale także o przeżywanie go z oddaniem w ofiarowaniu, wynagrodzeniu i adoracji. I tylko w ten sposób będziemy mogli sprawić, by promieniowało ono na wszystkich ludzi powierzonych naszej opiece duszpasterskiej. Nasze chrześcijańskie, konsekrowane i sercańskie życie prowadzi do utkwienia wzroku na Chrystusie, który pozwala się poznać i uwierzyć Jego miłości, aby On mógł królować w nas i poprzez nas.
ks. Jakub Bieszczad SCJ
Świadectwo ks. Juliusa Socorro SCJ, dyrektora Sercańskiego Centrum Duchowości na Filipinach
W czasie trzydniowych rekolekcji, którym towarzyszyłem, jeden z uczestników podzielił się myślą, która utkwiła mi w pamięci: „To prawda, że umiera się tylko raz; ale nie jest prawdą, że żyje się tylko raz, ponieważ żyjemy każdego dnia”. Słuchając go, zastanawiałem się, czy istnieje coś bardziej przerażającego niż sama śmierć: możliwość dotarcia do końca życia bez odkrycia, dlaczego zostało nam dane. Powoli zaczynam rozumieć, że życie pełne sensu nie polega po prostu na tym, co budujemy, osiągamy lub po sobie pozostawiamy. Chodzi raczej o to, by stać się tym, do czego Bóg nas powołał.
Jest to szczególnie ważne, gdy myślę o ludziach, którzy przychodzą do naszego Centrum Duchowości. W tym stosunkowo krótkim okresie, w którym powierzono mi tę posługę, spotkałem osoby, zwłaszcza ludzi młodych, którzy noszą w sobie pewną pustkę. Wokół nich jest tak wiele: technologia, informacje, możliwości, relacje i plany na przyszłość, a jednak wydaje się, że wciąż czegoś brakuje. Być może ta pustka nie jest po prostu problemem do rozwiązania. Może ona stać się przestrzenią, w której Bóg czeka, by Go odkryto. Pod tym zgiełkiem kryje się tęsknota za sensem, czymś głębszym niż sukces, uznanie czy wygoda.
To skłania mnie do refleksji nad naszym miejscem jako osób zakonnych. Być może ludzie nie zawsze potrzebują, abyśmy wyjaśniali im, czym jest powołanie. Zanim wysłuchają tego, co mówimy, mogą potrzebować spotkania z kimś, kto faktycznie je przeżywa. W Centrum ludzie nie spotykają się tylko z naszymi programami i słowami. Spotykają nas samych; widzą, jak się modlimy, słuchamy, przebaczamy, służymy, wypełniamy nasze obowiązki i reagujemy na nieprzewidziane sytuacje. Spotykają nasze życie.
Właśnie tutaj ważna staje się autentyczność życia zakonnego. Życie przeżywane z Chrystusem nie może pozostać całkowicie ukryte. Kiedy Chrystus staje się centrum, coś z Niego zaczyna się ujawniać: w cierpliwości, w gotowości do pomocy, w przebaczeniu, w wierności i w odwadze, by pozostać tam, skąd łatwiej byłoby odejść. Te zwyczajne przejawy wiary mogą stać się dla innej osoby pierwszym spojrzeniem na tajemnicę Boga.
Jest to zarówno piękne, jak i przerażające. Piękne, ponieważ nasze życie może stać się oknem, przez które inna osoba może dostrzec coś poza sobą. Przerażające, ponieważ życia zakonnego nie da się po prostu „odgrywać” ani „wykonywać”. Możemy pełnić posługę, wywiązywać się z obowiązków, a nawet realizować naszą tożsamość zakonną. Istnieje jednak różnica między odgrywaniem życia zakonnego a życiem wypływającym z relacji, która je zrodziła.
Dlatego powracam do przekonania, że nasze śluby są przede wszystkim darem. Nie zbudowaliśmy naszego powołania ani nie osiągnęliśmy go wyłącznie własnymi siłami. Otrzymaliśmy je. A skoro jest to dar, należy go również strzec i pielęgnować. Bez bliskości Tego, który obdarowuje, dar może powoli przekształcić się w obowiązek; relacja może stać się rolą, modlitwa – czynnością, posługa – funkcją, a świadectwo – odgrywaniem roli. Być może jest to jedna z rzeczy, których obawiam się najbardziej: nie tyle ponieść porażkę w posłudze, co robić wiele rzeczy dla Boga, podczas gdy powoli się od Niego samego oddalam.
Ludzie, którzy przychodzą do ośrodka duchowego, często przynoszą ze sobą swoje pytania, rany, rozczarowania, nadzieje i swoje milczenie. Ich obecność budzi we mnie pytanie, od którego nie mogę łatwo uciec: Jakiego rodzaju zakonnika widzą we mnie? Nie chodzi tylko o to, czego ich uczę lub co im mówię, ale o to, co mówi moje życie? Nie zawsze znam odpowiedź. Być może nie powinienem udawać, że ją znam. Wciąż się formuję. Wciąż uczę się powracać do Chrystusa i pozwalać Mu kształtować moje serce.
Być może właśnie to oznacza świadczenie o nadrzędności Królestwa: niekoniecznie czynienie rzeczy niezwykłych, ale życie w taki sposób, by nasze życie wskazywało na coś ponad nie samo: kochanie – ponieważ zostaliśmy najpierw pokochani, służenie – ponieważ nasze życie zostało już ofiarowane oraz pozostawanie wiernymi, nawet gdy nikt tego nie zauważa. Nasze życie nabiera sensu, gdy staje się darem. Być może życie zakonne staje się prawdziwym świadectwem Królestwa, gdy – bez zbędnych słów – nasze własne życie w milczeniu ukazuje, że warto żyć dla Królestwa.
ks. Julius Socorro SCJ
